Weekend na Sardynii! Przewodnik i plan z mapą

W ostatnich dniach zaczęłam porządkować mój dysk fotograficzny. Przyznaję, zaniedbałam trochę segregację i teraz próbuję wygrzebać się z niemal… jednego terabajta raw’ów. Między sesjami na selekcje czekają także zdjęcia z moich wyjazdów. Nigdy nie nimi nie dzieliłam. No może nie licząc pojedynczych kadrów z telefonu na Instagramie. Ale dzisiaj pomyślałam, że stworzenie takiego mini podróżniczego działu na blogu zmotywuje mnie do rozprawienia się z tą masą danych. Jak pewnie się domyślacie (po ilości kadrów, które przygotowuje po każdej sesji) lubię mocno ograniczać ilość wynikowych zdjęć. Chciałabym w taki sam sposób podejść do podróży.  Dużo większą radość sprawi mi zostawienie i przerobienie niewielkiej ilości zdjęć, niż posiadanie setek fotografii, zalegających na dysku, do których nie będzie mi się chciało wracać. Dodatkowo, ten mini cykl, w pewnych sensie przypomni mi wakacyjne wspomnienia, tak żeby za kilka lat poszczególne kadry kojarzyły mi się z czymś więcej, niż jedynie nazwą kraju. Co najważniejsze, mam nadzieję, że przy okazji zainspiruje to kogoś z Was do poczynienia czy dopracowania swoich podróżniczych planów. Zacznę od Sardynii.

Sardynia

 

Kiedy lecieć?

Rok temu, w lutym bardzo potrzebowałam słońca i szukałam jakiegoś ciepłego, bliskiego kierunku na weekend. Prognozy pogody skłoniły mnie właśnie do wyboru tego kierunku, ale o tym za chwilę.  Sardynia jest zielona nawet zimą. Jeśli plażowanie nie jest dla Was priorytetem, to każda pora roku powinnam być dobra.

Jak (i gdzie?) dolecieć?

Z południa polski (Katowice / Kraków) lata zarówno WizzAir jak i Ryanair. Sardynia to dość duża wyspa, a lotnisko Alghero do którego lata Wizzair znajduje się na północy, czyli w tej bardziej turystycznej (i w naszym przypadku bardziej słonecznej) części wyspy. Ale… to sezonowa trasa. Siłą rzeczy musiałam wybrać lotnisko znajdujące się na południu – w stolicy wyspy, czyli Cagliari. Od początku zakładałam nocleg w Alghero, ale miedzy tymi miastami łatwo i dość szybko (niecałe 3h) można pokonać główną drogą, zwiedzając po drodze kilka miejsc (o czym powiem za chwilę).

Czym się poruszać?

Sardynia nie jest (szczególnie zimą) bardzo nastawiona na turystykę, więc ciężko będzie dojechać do ciekawych miejsc transportem publicznym. Poelcam wynająć samochód. Na lotnisku siedzibę mają popularni operatorzy. Mimo to warto wcześnie dokonać rezerwacji. Ja zwykle korzystam z rentalcars.com, ale jestem pewna, że wiele popularnych stron obsługuję Sardynie. Co do cen, Fiat Panda, czy Ford Fiesta zaczynają się już od 70zł za 2 dni. Warto pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu, ale tutaj już standartowo jest to najczęściej kilkadziesiąt złotych dziennie.

Co można zobaczyć w weekend? (+ więcej miejsc dla szczęściarzy, którzy mają tydzień)

Poniżej przedstawiam mapkę miejsc które przed wyjazdem przeglądając różne przewodniki uznałam za warte zobaczenia. Natomiast po decyzji że będzie to  jedynie weekendowy wyjazd zdecydowałam, że zwiedzę jedynie zachodnią stronę (A, B, C, D, E, F). Pozostałym miejsc nie miałam możliwości odwiedzić, ale myślę, że jeśli macie w planach dłuższą wycieczkę warto się im przyjrzeć.

Zrzut ekranu 2018-02-21 o 15.52.37
google maps

 

Dzień I

Po przylocie, około 15, odebrałam samochód i pojechałam zobaczyć zabytek z listy UNESCO, czyli najsłynniejsza kamienną budowlę na Sardynii –Barumini. Niestety wyspa przywitała mnie deszczem, a na zwiedzanie z przewodnikiem było już za późno.

Następnie ruszyłam na półwysep Sinis. Udało mi się dojechać na miejsce, gdy zaczynał się zachód słońca. Na początku półwyspu znajduję się piękna, trochę dzika, plaża. Dalej wiedzie coraz węższa ścieżka. Przejście do końca półwyspu zajmuję ponad godzinę, ale warto zarezerwować ten czas na podziwianie tego magicznego miejsca.

Po spacerze było już całkiem ciemno, a przede mną jeszcze długa droga do hotelu w Alghero. Oświetlenie dróg nie jest najmocniejszą stroną Sardynii. Po zjeździe z drogi szybkiego ruchu ostatnie kilkadziesiąt kilometrów przejechałam prawie w ciemności. Przy każdym zakręcie marzyłam o wyłaniających się za nim światłach Alghero. Planując wycieczkę spróbujcie zaparkować auto pod hotelem przez zmrokiem. Po zakwaterowaniu wybrałam się na pizze po lokalnej knajpki. Pierwszy raz na wakacjach miałam wrażenie, że jestem jedyną turystką w całym mieście. Jak się okazało następnego dnia niewiele się pomyliłam.

 

Dzień II

Piękny widok przy śniadaniu uświadomił mi, że mój hotel to chyba najwyższy budynek w mieście. Restauracja znajdowała się na najwyższym piętrze, z okien mogłam podziwiać port i część starego miasta Alghero.

Po tak przyjemnie rozpoczętym dniu udałam się w stronę Groty Neptuna. Jako, że lubię wcześnie rano zaczynać zwiedzanie na miejscu byłam już około 9 i okazało się, że nikt więcej nie pojawił się na tą godzinę (chyba faktycznie nie było turystów)? Myślałam, że mój bilet zostanie zwrócony, ale okazało się, że będę miała prywatną sesje z przewodnikiem! Aby dojść do groty należy zejść w dół schodami wykutymi przybrzeżnych w skałach. Sama trasa (którą również możecie zobaczyć niżej) zapierała mi dech w piersiach, a Grota był jeszcze przede mną.  Dojście zajmuje około 15 minut. Alternatywnie można dostać się tak drogą morską, ale wtedy początek rejsu znajduje się w innym miejscu niż nasz parking. Sama Grota zachwyca swą formą, a piękna dodaje jej jezioro, którego tafla wygląda niczym wielkie lustro.

 

Po powrocie do samochodu, jadę kilka minut drogą powrotną. Zatrzymuję się na spacer nadmorską ścieżką, z której można podziwiać półwysep Capo Caccia.

 

Pogoda dzisiaj mnie rozpieszcza. Mimo, że nawet nie ma połowy lutego, termometry wskazują ponad 20 stopni, a słońce świeci w pełni. W drodze z połpwyspu do Alghero zatrzymuję się na niewielkiej plaży, gdzie oprócz mnie dziś odpoczywają jedynie mieszkańcy.


Wracam do Alghero. Jeśli w mieście jesteście tylko przejazdem, to warto wiedzieć, że przed portem znajduję się duży, darmowy parking. Ja pieszo udaję się w stronę portu. Jest juz późne popołudnie –  Rybacy czyszczą sieci, a łódki kołyszą się na tle starego miasta.

Z portu do starego miasta jest blisko. Idąc brzegiem z dali widać pierwszą linie zabudowy.

Alghero to turystyczna stolica wyspy. Zwana jest drugą Barceloną, a dokładniej Barcelonettą. Ma to związek z historią miasta, która jest mocno powiązana właśnie z Hiszpanią. W architekturze również jest to widoczne.

Co ciekawe, dalej było bardzo ciepło (jak widzicie jestem w koszulce), a wszyscy miejscowy chodzili w ciepłych kurtkach. W pewnym momencie czułam się już tak głupio, że zastanawiałam się czy wszystko ze mną w porządku. Sprawdziłam pogodę w telefonie i było … 20 stopni. Ale to kwestia nastawienia i przyzwyczajeń – dla nich to środek zimy. Przypomniałam sobie wtedy jak kiedyś byłam (również w lutym) w Egipcie i przy 27 stopniach obsługa hotelowa marzła w uniformach z krótkim rękawem.

 

Tego dnia wieczorem wróciłam do Cagliari. Szczerze mówiąc będąc kilka godzin wcześniej w pięknym, słonecznym Alghero, Cagliari nie zrobiło na mnie wrażenia. Po krótkim spacerze i kolacji w stolicy pojechałam na lotnisko, by nocą polecieć do Rzymu. 

Moje TOP 3 Sardynii?
  1. Półwysep Sinis
  2. Grota Neptuna
  3. Stare miasto Alghero

 

najnowsze wpisy

Written by:

22-letnia amatorka fotografii, na co dzień studentka informatyki. Kontakt: paulinawawrzoszek@gmail.com

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Current ye@r *